Już po Olympic Hopes. Ocenić start jednoznacznie jest bardzo ciężko, więc opiszę wszystko w skrócie. Pływanie rozpoczęło się bardzo dobrze, przez część dystansu prowadziłem, jednak małe problemy nawigacyjne ostatecznie pozwoliły mi wyjść trzeciemu z wody z minimalną startą do lidera. Zmianę jak na drugi start oceniam na dość szybką mimo małych problemów ze zdjęciem pianki. Na rowerze zaczęło się dla mnie piekło, trasa trudna pod względem technicznym, brak obycia z jazdą w grupie oraz sam fakt, że trenuję kolarstwo niespełna dwa miesiące (niektórzy mają staż nawet 8-10 letni), więc nie ma co się dziwić, że minęły mnie, aż trzy grupy pozbawiając szans na wysoką lokatę. Bieg po sprawnej drugiej zmianie zaczął się dobrze, jednak w połowie kiedy zamierzałem przyśpieszać poczułem mocny ból w klatce piersiowej. Złapała mnie kolka. Rywalizację ukończyłem dopiero na 11 miejscu w swojej kategorii. Pocieszać mnie może fakt, że poziom rywalizacji był oceniony jako bardzo wysoki, a na pływaniu i na biegu (pomimo przykrego incydentu) czuję się bardzo pewnie. Cóż pozostaję teraz mocno przytrenować rower do następnych startów i może być tylko lepiej. Właśnie będzie ku temu okazja, gdyż wchodzę w kolejny mocny cykl przygotowawczy, a już za tydzień kolejny sprawdzian w Lusowie prosto z treningu.
Póki co zabieram się do ciężkiej pracy, a w wolnej chwili zmontuję filmik z zawodów, a tymczasem zamieszczam kilka zdjęć.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz